Maska Władczyni
Fantazja Czytelniczki: Ja - Władczyni On - niewolnik
Służące właśnie skończyły polerować marmurową posadzkę w atrium. Powietrze było ciężkie od dymu z kadzideł i ostrego zapachu męskiego potu. Siedziałam na podwyższeniu. Miałam na sobie tylko cienką, jedwabną tunikę, która prześwitywała w świetle pochodni. Na twarz założyłam złotą, gładką maskę. Dla moich ludzi był to symbol absolutnej władzy. Dla mnie świetna zasłona, dzięki której mogłam po prostu patrzeć i oceniać, nie zdradzając absolutnie niczego.
Na tę noc wybrałam Mariusa. Jego ciało mówiło samo za siebie. Miał szerokie barki, opaloną skórę i wielkie dłonie stworzone do ciężkiej pracy a palce wprost stworzone do wkładania do cipki. Znałam to jego spojrzenie. Był posłuszny, ale jednocześnie potwornie głodny. Nie buntował się, ale pragnął. A ja uwielbiałam karmić to pragnienie tylko po to, żeby w odpowiednim momencie brutalnie je zdusić.
— Podejdź — rzuciłam cicho.
Mój głos rozszedł się echem między kolumnami nieco ostrzej niż zamierzałam. Zbliżył się do mnie. Był zupełnie nagi. Uklęknął na posadzce i posłusznie spuścił wzrok.
— Wiesz, czym będzie ta noc? — zapytałam.
— Nocą należącą do ciebie, pani — odpowiedział.
Wstałam powoli z miejsca. Przeszłam tuż obok niego, celowo muskając palcami jego kark. Mógł się poruszyć. Mógł drgnąć. Nie zrobił tego. Złapałam go mocno za włosy i pociągnęłam jego głowę do tyłu.
— Nie odzywaj się. Chcę, żebyś dzisiaj tylko słuchał i czuł.
Skinął głową. Zrozumiał.
Zaprowadziłam go do komnaty kąpielowej. Woda parowała, a w powietrzu unosił się duszący zapach drzewa sandałowego. Ściągnęłam z siebie tunikę i pozwoliłam jej opaść na mokrą podłogę. Weszłam do basenu. Skinęłam na niego palcem. Nie zawahał się nawet przez sekundę. Po prostu wszedł za mną.
Położył się tuż obok. Położyłam dłoń na jego udzie. Celowo omijałam krocze, budując napięcie.
— Twoje ciało jest piękne. Ale to wcale nie ono mnie pociąga. Nakręca mnie fakt, że w całości należysz do mnie. I że mogę cię w każdej chwili złamać — szepnęłam mu prosto do ucha.
Zadrżał. Nie obchodziło mnie, czy ze strachu, czy z podniecenia. Wiedziałam, że chłonie każdą sekundę tej chorej gry. Mojej gry. Kochał być ze swoją władczynią.
Przysunęłam się jeszcze bliżej. Zaczęłam całować jego szyję. Robiłam to powoli, mokrymi, gorącymi ustami. Moja dłoń zjechała niżej, prosto na jego twardy brzuch. Zaczął oddychać znacznie szybciej, ale nadal leżał w bezruchu. Kiedy w końcu dotknęłam jego kutasa, cały się spiął. Czułam pod palcami, jak mocno pulsuje. Czułam, że kontrolował się resztkami sił.
— Dziś będziesz mówił tylko ciałem — rozkazałam.
Nie było w tym żadnego romantyzmu. Wydawałam mu krótkie polecenia. Kazałam mu klękać. Lizać. Dotykać mnie dokładnie tam, gdzie chciałam. Potem kazałam mu położyć się płasko na plecach. Usiadłam na nim okrakiem, wbijając go w siebie do samego końca. Maska wciąż zasłaniała moją twarz, ale to moje spojrzenie trzymało go w ryzach niemal jak niemy rozkaz.
Jęczałam głośno, a echo odbijało się od marmurowych ścian. Jego usta wykrzywiały się w niemym błaganiu o więcej, chociaż nie wypowiedział ani jednego słowa. Ujeżdżałam go twardo i bez litości. Każdy mój ruch był dla niego nagrodą za absolutne posłuszeństwo. Doszłam na nim z głośnym krzykiem, a on zaraz potem wystrzelił głęboko we mnie.
Opadłam na jego spoconą klatkę piersiową. Sięgnęłam dłonią do tyłu głowy i zsunęłam złotą maskę. Rzuciłam ją z brzękiem na posadzkę.
Spojrzał na mnie. Po raz pierwszy tej nocy zobaczył moją twarz. Nie maskę chłodnej władczyni, tylko spoconą, czerwoną z podniecenia kobietę z potarganymi włosami. Patrzył na mnie z całkowitym nienasyceniem. Zaparło mu dech w piersiach. W jego oczach widziałam absolutny podziw.
— Teraz możesz mówić — wyszeptałam, ciężko dysząc.
Zamilkł. I wtedy dotarło do mnie, że nie miał mi absolutnie nic do powiedzenia. Został całkowicie w moim posiadaniu. Oddał mi wszystko, co miał. I to kręciło mnie w tym wszystkim najbardziej. Złamałam go.