Spotkanie w mieszkaniu
Fantazja Czytelniczki: Dwa małżeństwa spotykają się pierwszy raz, 50+ 30+, dla każdego z nich jest to pierwszy raz, zawsze podniecała ich myśl - jak to będzie?
Jechaliśmy z Robertem starą, cicho brzęczącą windą na trzecie piętro. Nie lubiłam tego typu zamkniętych pomieszczeń, jeszcze się bardziej przez nie denerwowałam. Nerwowo poprawiałam włosy w lustrze, podczas gdy on po prostu wpatrywał się przed siebie, przeszło mi nawet przez myśl, że nie patrzy na mnie by nie zobaczyć mojego wahania.
— Jeszcze możemy zawrócić — rzuciłam cicho.
— Możemy — ale żadne z nas nie zdecydowało się na taki ruch.
W końcu nie po to przez tyle wieczorów fantazjowaliśmy o tej „drugiej parze” i dotykaliśmy się z tą myślą, by teraz uciec, to była fantazja, którą zamierzaliśmy spełnić. Nie po to wymienialiśmy maile z ustaleniami zasad i wysyłaliśmy sobie zdjęcia. Marek i Anka byli od nas starsi, mieli już odchowane dzieci i własne mieszkanie. Z ich wiadomości zawsze biło więcej spokoju, doskonale wiedzieli, czego pragną, chociaż nawet oni nie potrafili ukryć podniecenia. Myślę też, że byliśmy dla nich mega atrakcyjni i wszystko mieli przemyślane. Stanęliśmy przed drzwiami i nacisnęliśmy na dzwonek.
— Cześć. Wchodźcie — Anka uśmiechnęła się do nas serdecznie.
Miała na sobie luźny sweter i ciemne legginsy. Wyglądała zwyczajnie, jak sąsiadka zapraszająca na kawałek ciasta, ale w jej oczach widziałam wyzwanie. W ich mieszkaniu panował przytulny klimat, ciepłe światło, zasłony w liściaste wzory, trochę zapalonych świec. Napięcie pomiędzy nami, można było kroić nożem.
Zaczęliśmy dość niewinnie, od luźnych rozmów o niczym i o wszystkim o naszej pracy, o tym, co ostatnio oglądaliśmy na Netfliksie, trzeba było w jakiś sposób rozluźnić atmosferę. Każde nasze spojrzenia wydawały mi się zbyt długie i zbyt ciekawe. Śmiech wydawał mi się już nienaturalny jakby każdy umierał w oczekiwaniu, ale nie chciał tego przyznać. Kieliszki z winem opróżnialiśmy jakoś podejrzanie szybko. Robert i Marek wymieniali między sobą uzgodnione, ciekawe spojrzenia bez żadnego cienia rywalizacji. Ja siedziałam na kanapie tuż obok Anki, tak blisko, że nasze kolana niemal się stykały, jakby ktoś spojrzał na nas z boku myślałby, że znamy się od lat. Nie mogłam przestać zerkać na jej dłonie. Miała długie palce i bardzo spokojne ruchy; biło od niej doświadczenie i pewność siebie. Czułam się u nich swobodnie i chyba o to chodziło.
W końcu to Marek przerwał grę pozorów.
— Więc... jesteśmy tu, bo wszyscy czegoś chcemy. Nic nie musimy. Ale jeśli wszyscy nadal tego chcemy… możemy.
Po tym co Marek powiedział zapadła krótka cisza. Spojrzałam na Roberta, a on delikatnie, ale bardzo wyraźnie skinął głową. Wtedy Anka spojrzała na mnie miękko i dotknęła mojej dłoni. Nie cofnęłam się. Popatrzyłyśmy sobie prosto w oczy i w tamtej chwili wszystko zostało ustalone bez jednego słowa.
Zaczęliśmy rozbierać się powoli. Miałam wrażenie, jakbyśmy zrzucali z siebie nie tylko ubrania, ale też cały ciężar tego „czy wypada”, „czy to jest normalne” i „czy to źle”. W ogóle nie czułam wstydu, zastąpiła go czysta ciekawość, ale też podniecenie. Każdy nasz ruch był świadomy, a każdy dotyk nabierał głębokiego znaczenia. To nie była szybka zabawa, to była świadoma decyzja dorosłych osób świadomych swojej seksualności.
Zdjęłam sukienkę, odsłaniając swoje młode, chociaż nieperfekcyjne ciało, które właśnie w tej naturalności wydawało mi się piękne. Kiedy stanęłam naga przed Markiem, serce biło mi jak oszalałe, ale uparcie nie odwracałam wzroku. Patrzyłam na niego tak, jakbym chciała, by dostrzegł we mnie sam seks.
Marek się nie spieszył. Obserwował mnie, ale bez pośpiechu, podszedł powoli i delikatnie dotknął mojego biodra, by zaraz przesunąć dłoń wyżej, na kark. W jego ruchach czułam szacunek, ale też rosnące napięcie. Kiedy zatrzymał dłoń przy mojej piersi, ciężko westchnęłam, a potem wydałam z siebie jęk, gdy jego palce zjechały niżej, po moim brzuchu. Czułam narastającą ekscytację.
W tym samym czasie Anka stanęła przed Robertem. Bez słowa rozpięła stanik, uwalniając piersi. Nie wstydziła się ani ich kształtu, ani wagi, ani swojego wieku. Jej dojrzałe ciało emanowało pełną świadomością i absolutną pewnością swojej atrakcyjności. Nie było nic bardziej seksownego niż kobieta, która znała swoją wartość. Położyła dłoń na torsie mojego męża, a po chwili przesunęła ją niżej, aż do gumki jego bokserek. Nie uśmiechała się, patrzyła mu przenikliwie w oczy, jakby czekała na jego nieme przyzwolenie.
— Chcę cię poczuć — szepnęła.
Ja klęczałam już na łóżku, a Marek wszedł we mnie od tyłu. Chwycił mnie mocno za biodra wbijając mi mocno palce w ciało, jego ruchy z każdą chwilą stawały się pewniejsze i głębsze. Opierałam się o pościel i głośno jęczałam, czułam, jak całe moje ciało drży. Raz za razem wbijałam palce w prześcieradło, zatracając się w tym co robił ze mną Marek
W drugim kącie pokoju Anka usiadła na Robercie. Zaczęła powoli, jakby chciała go sprawdzić całym swoim ciałem, a potem płynnie przeszła w rytmiczne ruchy. Zamknęła oczy. Jej piersi falowały, jedna dłoń spoczywała na jego szyi. W końcu pochyliła się w dół i pocałowała go głęboko. Język, usta i ich oddechy zmieszały się w jedno. Robert szybko stracił kontrolę chwycił jej pośladki i mocno przyciągnął ją do siebie. Jęknęła głośno, gdy wszedł w nią do samego końca. Jej głos stał się drżący i zachrypnięty, ale ani myślała przestać. Ciało Anki pracowało idealnie w rytm jego rosnącego podniecenia, a ich zderzające się biodra odbijały się głośnym echem po sypialni.
Marek pochylił się, mocno dociskając swój tors do moich pleców. Czułam, że jest już na granicy. Chciałam, żeby spuścił się we mnie.
— Chcesz, żebym... — zaczął.
— Tak — przerwałam mu od razu. — We mnie. Teraz.
Gdy przyspieszył, moje jęki stały się całkowicie niekontrolowane; niemal wbiłam się w niego całą sobą. Zaraz potem znieruchomiałam, a moim ciałem wstrząsnęły silne dreszcze. Z moich ust wydarł się przeciągły, prawdziwy krzyk. Miałam naprawdę zajebisty orgazm. Nie sądziłam, że ktoś oprócz mojego męża, może mnie doprowadzić do takiego stanu.
Mój mąż nadal był w środku Anki. Kobieta opierała teraz dłonie na jego udach, pochylona do przodu, tłumiąc jęki w poduszce, podczas gdy on uderzał w nią od tyłu z coraz większą siłą.
Ona nie błagała, ani nie prosiła. Po prostu kazała.
— Mocniej — syknęła przez zaciśnięte zęby.
Zrobił to. I właśnie wtedy usłyszałam, jak ona również krzyczy z rozkoszy.
Potem pokój wypełniło tylko nasze zmęczone oddechy. Leżeliśmy we czwórkę, cztery splątane obok siebie ciała. Nie było między nami wstydu, zostało jedynie ciepło, powolne, ciche głaskanie i czysty dotyk.
— Wszystko okej? — spytała Anka.
Uśmiechnęłam się do niej, rozpalona, zmęczona i naga.
— To było... coś innego. Ale tak. Bardzo okej.
Marek nalał nam po kieliszku zwykłego czerwonego wina. Piliśmy je w ciszy, wciąż nago, zupełnie jak starzy przyjaciele, którzy odpoczywają po dobrym meczu. Robert popatrzył na Ankę, a potem przeniósł wzrok na mnie.
— Jeszcze kiedyś? — zapytał.
— Jeśli wy chcecie — odparła cicho Anka.
Ujęłam dłoń Roberta i mocno ją ścisnęłam.
— My chcemy — potwierdziłam.