Obserwator - część I
Autor: Leon Karcz
Lubię pracę z Niną. Nie dlatego, że dobrze płaci. Albo że jest dobrą Szefową. Lubię ją dlatego, że nigdzie indziej nie zobaczę tylu znanych kobiet. Przeważnie nago. Modelki, aktorki, polityczki, prezeski w majtkach droższych od mojego auta, słowem śmietanka kobiecego świata nad Wisłą. Wszystkie one przychodzą do Niny, bo chcą wyglądać pięknie. Bo mają swoje obrazy w głowach i chcą ich potwierdzenia, ładniejszej wersji siebie. Ale Szefowa potrafi coś, czego nie widziałem u innych fotografów, z którymi pracowałem. Potrafi stworzyć te kobiety na nowo. Ona je rozbiera nie tylko z ubrań. W kilka godzin zdziera z nich to, co terapeucie zajęłoby lata, cały ten pancerz pewności siebie i władzy. A ja na to wszystko patrzę. I podziwiam. Też byście podziwiali, gdyby na waszych oczach szara myszka z sejmowej ławy przemieniła się, może nie w piękność czy seksbombę, ale w kobietę, na widok której mi stanął. I to tak, że Nina rozkazała mi odtąd przychodzić w luźnych spodniach, które ukryją fakt, że mam ochotę spuścić się na jej klientki.
Sprawdzałem właśnie, czy światła są ustawione tak, jak kazała, gdy zadzwonił dzwonek. Zwykle to ja wpuszczam klientki, ale tym razem Szefowa była szybsza. Z rzadko u niej widywanym uśmiechem zaprosiła do środka niczym nie wyróżniającą się czterdziestkę. Po prostych ciuchach z sieciówki domyśliłem się, że to raczej koleżanka, czy ktoś z rodziny. Na pewno nikt, kogo można zobaczyć w gazecie. A zatem z cycków nici. Pstryknie kilka fotek, które ozdobią Facebooka, czy Instagrama influencerki o zasięgach małej wioski i tyle. A ja dojdę przy Pornhubie.
- Przynieś Laurze kieliszek Bordeaux - spojrzała na mnie, jakbym był tu od serwowania napojów - a dla mnie kawa.
Kiedy stawiałem przed nową wino, wciąż nie dostrzegłem niczego, co mogłoby skłonić Ninę do zaproszenia tej kobiety do studia. Owszem, twarz przyjemna, figura zgrabna, ale lepszych od niej widziałem już tu tysiące. Na dodatek niezdarnie nałożony makijaż ledwie maskował strupa na wardze. Nie wiem, czy po opryszczce, czy jak pisał Wojaczek, przegryziona przy orgazmie, ale nie wyglądało to dobrze. Gawędziły sobie, jak stare psiapsióły i tylko patrzeć, jak farbowana blondi wyciągnie zdjęcia męża i dzieciaków. Póki co podpisywała zgodę na to, że na czas sesji Nina zawładnie jej ciałem i duszą.
Wróciłem do roboty rozczarowany. Czy opłaca się tak polerować obiektywy dla kogoś, kto na pierwszy rzut oka nie potrafi wypolerować gały.
Już myślałem, że sesja zamieni się w spotkanie absolwenckie, gdy Nina wreszcie wstała i wzięła do ręki aparat. A potem wpiła w nią wzrok. To była Szefowa, jaką znam i podziwiam. Bez ceregieli podeszła i nacisnęła palcem na wargę. Pociekła krew.
- Zliż ją - nakazała ostro nie odrywając wzroku od cieknącej strużki.
A Laura zlizała.
I to jak zlizała. W tym jednym ruchu było więcej seksu niż w kreowanej przez media na seksbombę aktoreczce, która wyginała się tu dwa dni temu.
- A teraz mi je pokaż - kolejny rozkaz chlasnął jak bicz. Laura powoli wsunęła dłoń za rozpinaną bluzeczkę, a ja poczułem, jak w spodniach budzi się potwór.
Z fascynacją patrzyłem na powoli odsłaniane piersi. Nieduże, jędrne, sterczące, o jasnych, mięsistych sutkach. Nie wiem, gdzie ta babka się tego nauczyła, ale zesztywniał mi tak, aż przestraszyłem się, że luźne spodnie dzisiaj mogą nie wystarczyć. Migawka aparatu klikała jednostajnie, a ja nie mogłem oderwać wzroku od drobnej, smukłej dłoni gładzącej starą bliznę, zaczynającą się przy pępku i niknącą pod spodniami. Rozpięła rozporek wytartych dżinsów. Zamiast majtek ujrzałem koniec blizny niknący w ciemnym gąszczu włosów. Kim ona do cholery jest. Bardotką u Vadima zesłaną na moje pokuszenie?
- Nie tak szybko - suchy, władczy głos Szefowej wyrwał mnie z odrętwienia. Dłoń, która zdążyła się już schować pod spodniami ponownie wysunęła się na zewnątrz. Palce lekko błyszczały, leniwie kręcąc z włosów pierścionki.
- Tak lepiej - Laura nacisnęła spust migawki po raz kolejny - a teraz sutki. Chcę widzieć, jak sterczą.
Zaczynałem mieć obsesję na punkcie jej palców. Ściskała sutki, a moje stwardniały równie mocno. Wyobrażałem sobie, że jej palce mnie ściskają, powodując ten słodki ból, który zaczyna się w piersiach, ale kończy w główce. Która właśnie boleśnie otarła się o materiał spodni.
- A teraz dżinsy - Nina dyrygowała, gdy koszula opadła na łóżko
- Marek, więcej światła - jej spojrzenie powędrowało tam, gdzie rozgrywał się mój dramat, a drobny grymas powiedział więcej niż niejeden opierdziel.
- Tak jest, szefowo - wychrypiałem podkręcając moc lampy i kierując ją na wypięte podczas ściągania spodni pośladki.
Najsmuklejsze nadgarstki świata gładko ślizgały się po ledwie widocznych rozstępach, a ja marzyłem, by kierowały dłonią, która zamiast dżinsów schwyci mojego kutasa i ściśnie go tak, że cała krew odpłynie z mózgu. Chciałem poczuć te opuszki na główce, na napletku, wędzidełku.
- Nie tak nisko. Twarz jest zbyt ciemna - Szefowa wiedziała, jaki ton przywraca mnie do rzeczywistości. Potwór nieco mniej wypychał spodnie, a mózg na nowo pracował na odpowiednich obrotach.
Laura usiadła na łóżku, a ja wyrównałem światło. Czerwony, wypielęgnowany paznokieć Niny wskazał jej kupkę ubrań na stojącym obok mnie krześle. Podeszła naturalnie, bez żadnych oznak wstydu. Nawet modelki, które przecież zawodowo pokazują ciało, miały z tym problem. Speszyła mnie jej pewność siebie na tyle, że wbiłem wzrok w podłogę i kontemplowałem parę wąskich stóp, podczas gdy zakładała jedwabie i koronki tak, jakby całe życie nic innego nie robiła.
Na początek poszedł jedwab. Laura wciągnęła czarny komplet przez głowę tak naturalnie, jakby zakładała piżamę do spania. Ale gdy materiał opadł, było jasne, że to nie żadna piżama. Opinał ją jak druga skóra, podkreślając każdy ruch. Obróciła się do obiektywu, jedwab napiął się na piersiach, cienie wypełniły zagłębienia przy obojczykach, a twarz zmieniła się niczym kolor u kameleona. Wyglądała, jak Béatrice Dalle na zdjęciach Detleva Schneidera. Hipnotyczne spojrzenie, nieokreślona aura ni to zmysłowości, ni to zmęczenia życiem. To nie była już ta kobieta od ploteczek i strupa na wardze. Znów mi stanął, chociaż strój odkrywał ledwie łydkę i obojczyk.
Potem kabaretki, gorset z koronkami, sznurowane trzewiki. Ileż to kobiet wkładało go przed nią! Ale żadna z nich nie zmieniała się dzięki tym ciuszkom w piosenkarkę z kabaretu. A Laura tak. I to bez wysiłku. Patrząc, jak układa nogi pod dyktando Szefowej niemal słyszałem, jak śpiewa Mein Herr. A potem znowu zmiana, letnia sukienka na ramiączkach, wieczorowa suknia bez pleców, spodnie, męska koszula. Za każdym razem z fascynacją obserwowałem jej przemianę. Odgarnięcie włosów, poprawienie ramiączka, zabawa guzikiem. W tych gestach, zwyczajnych, niemal nieuważnych, tkwił sekret jej władzy nad moim pożądaniem.
Na szczęście doświadczenie asystenta najbardziej niezwykłej fotografki stolicy pozwoliło mi kontrolować podniecenie. Przynajmniej na razie. Jak cień, cicho i niezauważalnie sterowałem światłami, poprawiałem scenografię, starając się odgadnąć życzenia Szefowej jeszcze zanim je wypowie. Nina trzaskała migawką w równym rytmie. Jej dźwięk był jak metronom, przy którym Laura stawała się coraz pewniejsza. Im więcej zdjęć robiła, tym mniejszej ilości słów musiała używać.
– Skóra – poleciła tylko, a czarna ramoneska, trochę za duża, błyszcząca srebrnymi zamkami, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znalazła się na gołym ciele. Laura tylko opuściła ramę i pozwoliła, by kurtka lekko się zsunęła, odsłaniając jedną pierś. Spojrzała w obiektyw tak, jakby całe życie spędziła na Harleyu.
Nina zwiększyła tempo. Pot spływał jej cienkimi strużkami na białą, roboczą koszulę, oddychała ciężej, chrapliwie. Przestałem zwracać uwagę na światło. Zwilżony materiał zaczął leciutko prześwitywać, a ja wpiłem się wzrokiem w Szefową. Miałem nadzieję, jak za każdym razem, że stanie się przezroczysty na tyle, że ujrzę wreszcie jej piersi. Od pierwszej chwili, od rozmowy kwalifikacyjnej ponad dwa lata temu chciałem zobaczyć, jakie ma cycki. Póki co, dane mi było ujrzeć między rozpiętymi guzikami jedynie kilka płatków róży odrywających się od kwiatu wytatuowanego gdzieś między pępkiem, a obojczykiem.
Ale piersi Niny wciąż pozostawały tajemnicą. Małe, cholernie małe i to mnie w nich najbardziej podniecało. Dużych cycków było tu zatrzęsienie. Małych zresztą też. Ale to, co skrywała koszula Szefowej pociągało bardziej niż wszystkie sterczące sutki, które miałem codziennie przed oczami. Każdego dnia wyobrażałem sobie, że po sesji przychodzi do mnie, chwali za dobrze wykonaną pracę, a potem rozpina koszulę. A ja z czcią dotykam sutka, lekko wciskam, jak guzik start, który włącza w niej kobietę, a wyłącza Szefową. Marzyłem o tym, że mój język zwilża delikatną obwódkę, usta ssą coraz mocniej zaciskając się na guziczku, a potem klękam przed nią i rozpinam spodnie o szerokich nogawkach. Pieszczę uda, najpierw lekko, a potem odchylam majtki i wciągam zapach podniecenia bijący z jej cipki. Wtedy wiedziałbym, że jest człowiekiem, a nie odległą boginią wydającą suche, władcze polecenia.
- A teraz zdejmuj wszystko, zaczniemy prawdziwe zdjęcia - jedno z nich właśnie do mnie doleciało, a Laura wdzięcznie pozbyła się kurtki i zaczęła ściągać porwane, czerwone rajstopy.
Nina podeszła do niej, okrążyła niespiesznie, nie spuszczając wzroku z nagiego ciała. Jak drapieżca zastanawiający się, co ma zrobić z ofiarą. Laura usztywniła sylwetkę, wodząc oczami za Szefową, a mój zesztywniał jeszcze bardziej. Wciągnąłem głośno powietrze, co natychmiast zwróciło uwagę Niny:
- Farby - warknęła w moją stronę.
Posłusznie podreptałem do stojącego w kącie studia stoliczka. Na tacy stał przygotowany słoik z czarną farbą, pędzle, szpachle i pudełko z czymś, czego zawartości i przeznaczenia jeszcze nie znałem.
Nie spieszyła się. Zważyła w dłoni pędzel, potem drugi, wreszcie gumową, szeroką szpachelkę, którą zanurzyła w farbie. Przyłożyła mokre narzędzie do obojczyka. Laura westchnęła. Dopiero teraz, gdy stałem ledwie metr obok niej zobaczyłem, jak bardzo jest podniecona tym, co się do tej pory wydarzyło. Podniecona i gotowa.
Wąski biceps lekko drgnął, gdy Nina rozpoczęła malowanie. Jej ruch był pewny, płynny i powolny. Od ramienia, przez pierś aż do linii włosów skrywających koniec blizny. Obserwowałem, jak Laura się napina, jak rozchyla usta, jak kropelka śliny błyszczy na zębach podczas przeciągłego westchnienia. To, że się wtedy nie spuściłem to chyba jakiś cud.
Nina odsunęła się o krok, jak malarz podziwiając swoje dzieło. Przeszła za plecy, odłożyła szpachlę.
- Teraz ty - wybrała najszerszy pędzel i mi go podała. - Tylko zrób coś z tym - syknęła i ścisnęła mnie w kroku. Mocno, że prawie odcięło mi tlen. Ból i euforia w nierozerwalnym tandemie. Dotknęła mnie po raz pierwszy, odkąd się znamy. I to od razu tam.
Zacząłem od ramienia. Laura wygięła plecy pod dotykiem miękkiego włosia i ze świstem wciągnęła powietrze. Ukląkłem i przed oczami drgały teraz pod pędzlem pośladki, uda z delikatnym cellulitem, które pragnąłem malować językiem, zagłębienia kolan, stopy z paznokciami pomalowanymi na kolor, dla którego kobiety na pewno mają jakąś fikuśną nazwę typu fuksja. Ręka mi drżała z podniecenia i bałem się, że stoi już tak bardzo, że nie zdołam wstać. Farba zasychała, a ja wpatrywałem się w czarny trójkąt, łącząc jej włosy z włosiem pędzla. Odcisnąłem w pomalowanym udzie ślad dłoni, gdy wstawałem i o mało nie wyrżnąłem w pokryty gęsią skórką biust, który aż prosił się o pieszczotę męskiej ręki. Chciałem wejść w nią tutaj, na oczach Szefowej. I posuwać jej modelkę, patrząc, jak kręci głową z niesmakiem na mój brak profesjonalizmu.
- Co robisz - brutalna rzeczywistość ograniczyła się do kręcenia głową - zobacz, ile zostawiasz.
Na ciele Laury pozostały niedomalowane miejsca. Pod piersiami, pod pachami, w kroczu i pomniejszych zagłębieniach. Próbowałem je zamalować, ale albo ręce drżały mi za bardzo, albo pędzel nie był do tego dobrym narzędziem, bo jasne pasma wciąż się pojawiały.
______________________________________________________________________________________
To dopiero początek.
Druga część tej historii jest w przygotowaniu.
Jeśli chcesz ją przeczytać jako pierwszy — wróć tu wkrótce.