Jak straciła dziewictwo — Część 3: Na granicy
Pełna napięcia scena, w której Katarzyna i Marek ryzykują wszystko, robiąc to w miejscu publicznym. Bez wstydu. Bez skrupułów. Aż do momentu, gdy ktoś ich prawie przyłapuje…
To miało być tylko zakupy. Społem. Lata 90., śmierdzący kartonami sklep, w którym półki uginały się pod ciężarem konserw. Ona przyszła po farbę do włosów. On — po fajki i piwo. Nie umawiali się. Po prostu trafili na siebie.
Spojrzenie. I wszystko wróciło.
Seks na masce auta. Język między udami. Jego palce w jej gardle. Jej mokre uda. Krzyk, który dławiła w poduszkę. Głód.
— Chodź za mną — rzuciła tylko, mijając go przy chłodziarce z kefirem.
Złapał paczkę fajek, zapłacił i poszedł. Wiedział, że nie ma opcji „nie”.
Za sklepem, za stosem palet, była wąska alejka techniczna. Brama do piwnicznego magazynu. Otwarte. Bez świadków. Prawie.
Weszła pierwsza. On za nią. Przestrzeń była wilgotna i pachniała kurzem. Idealna.
— Tutaj? — zapytał półgłosem.
— Zrobię ci dobrze na kolanach — odpowiedziała, klękając już przed nim.
Rozpięła mu spodnie. Bez ceregieli. Wciągnęła jego kutasa do ust, jakby od tygodni nie miała nic innego na języku. Ssanie było mokre, odważne, agresywne. Słyszała, jak oddycha. Jak się napina. Jęknął, cicho, nisko, męsko.
Wtedy usłyszeli kroki.
Zamarli. On złapał ją za głowę, wciskając ją na kutasa, tłumiąc dźwięki. Język wciąż w ruchu. Wciągała go do gardła, mimo że ktoś przechodził kilka kroków dalej.
— Halo? — rozległ się głos mężczyzny. — Jest tu kto?
Zacisnęła palce na jego udach. Nie przestała. Wręcz przeciwnie — przyspieszyła. Marek zadrżał.
— Kurwa… — wyszeptał przez zaciśnięte zęby. — Przestań, bo zaraz…
Ale było za późno.
Wybuchnął. Głęboko. Całym sobą. W ustach. Ona przełknęła wszystko, nie spuszczając z niego wzroku. W oddali kroki oddalały się powoli. Głos mężczyzny cichł.
— Było blisko — szepnęła z drwiącym uśmiechem, oblizując wargi. — Podnieciło cię to, co?
— Pokaż mi cipkę — odpowiedział szorstko, jeszcze nieprzytomny od spełnienia.
Zdjęła tylko spodenki. Stanęła tyłem. Pochyliła się, opierając dłonie o paletę. Rozchylona. Wilgotna. Gotowa.
— Bierz mnie — powiedziała. — Ryzykujemy, więc zrób to jak ostatni raz.
Marek wszedł w nią z rozpędu. Już był twardy. Już wiedział, że nie wystarczy mu jeden raz. Trzymał ją za włosy, popychając biodra, jakby miała się rozpaść pod jego siłą.
Maska auta to był przedsmak. Teraz… było mięso. Brutalne pchnięcia. Skóra o skórę. Uderzenia bioder. Każdy dźwięk mógł ich zdradzić. Każde jęknięcie mogło ściągnąć kogokolwiek. Ale to tylko ich napędzało.
— Suka… — warknął, trzymając ją mocno. — Słodka, rozjebana suka.
— Tak… dalej… głośniej… rżnij mnie jak na pokazie!
Czuła, że dojdzie. Zaraz. Sekundy. Jego ruchy przyspieszyły. Jeszcze. Jeszcze. Jeszcze…
Zamarli, gdy otworzyły się tylne drzwi sklepu.
Chwilowy szok. Cisza.
— Ktoś tu palił? — zapytał młody głos.
Chłopak z dostawy. Zdecydowanie zbyt blisko.
Marek zasłonił jej usta dłonią. Ona przestała oddychać. Kutasa nadal miała w sobie. Miała orgazm właśnie wtedy. Milczący, drgający, rozrywający.
Chłopak przeszedł kilka kroków dalej i zniknął.
Gdy tylko zrobiło się cicho, Marek pchnął ją do końca. Ostatnie uderzenia. Ostatnie sekundy.
I eksplozja.
W środku niej. Głęboko. Gorąco.
Oparła się o paletę, dysząc. Mokra między udami. Z obitymi biodrami. Cała z niej parowała grzeszna satysfakcja.
Wyszli osobno.
Nikt nic nie widział. Nikt nic nie powiedział.
Ale ona wiedziała jedno: im większe ryzyko, tym bardziej ją to jara.
Utworzono: 02.04.2025
Wszystkie prawa do tekstu zastrzeżone. Kopiowanie i powielanie tylko za naszą pisemną zgodą