Ostatnio dodane audio

Jak straciła dziewictwo

Miała osiemnaście lat, choć w zachowaniu bliżej jej było do dwudziestu pięciu. Z papierosem w ustach, glanach po kolana i kurtce ze skóry, która cuchnęła dymem i wolnością. Zbuntowana i nieprzewidywalna. Gdy patrzyła tymi zielonymi oczami spod grzywki, czułeś, że nie wiesz, czy za chwilę cię wyśmieje, czy pocałuje. Albo jedno i drugie. A potem odejdzie.

Lata 90., małe miasteczko na południu Polski. Walkmany, kasety z Nirvaną, szkolne szafki pełne pornoli przemycanych z Niemiec, a w niej buzujący ogień. Seks siedział jej w głowie jak nieprzerwany basowy riff. Nie była „łatwa”. Po prostu chciała wiedzieć. Poczuć. Doświadczyć. Ale nikt z chłopców w szkole nie potrafił jej podejść. Wszyscy byli zbyt przewidywalni. Zbyt grzeczni. Zbyt chłopcy.

Aż przyszedł on.

Marek. Trzydzieści sześć lat. Mechanik. Nowy w warsztacie jej ojca. Ubrany w robocze spodnie i podkoszulek z dziurą przy karku. Pracował z olejem, metalem i surową rzeczywistością. Miał ręce, które potrafiły rozebrać silnik w minutę i spojrzenie, które rozbierało ją szybciej. Milczący. Pewny siebie. Nie był dla niej nikim. Aż do dnia, kiedy zapytała:

— Dasz mi się przejechać?

Oparł się o maskę starego BMW i spojrzał na nią z góry.

— Masz prawo jazdy?

— Mam coś lepszego. Mam ochotę.

Przez chwilę trwała cisza. Potem rzucił kluczyki na maskę.

— Dziesięć minut. I nie rozbij.

Ale to ona miała rozbić się tego dnia. Na jego dłoniach. Na jego języku. Na jego kutasie.

Stodoła. Wieczór. Późny maj. Matka wyszła do ciotki, ojciec pił z sąsiadem. Dom był pusty. Przemyciła klucze od garażu i zaprosiła Marka pod pretekstem, że coś „dziwnie stuka” w aucie. Kiedy zamknęła za nim drzwi i przekręciła zamek, spojrzała mu prosto w oczy.

— Wiem, czego chcę — szepnęła.

Nie odpowiedział. Zbliżył się. Zmrużył oczy. Pachniał potem, dymem z papierosa i smarem. Jego obecność była jak ciężar. Jak zakazane pragnienie, które czekało latami.

— Wiesz, ile masz lat?

— Wiem, ile mam mokro — syknęła i chwyciła go za pasek.

Nie zareagował przez kilka sekund. Potem jego dłoń znalazła jej szyję. Nie mocno. Ale stanowczo.

— To twoja decyzja?

— Tak.

— Wiesz, że nie będzie delikatnie?

— Wiem. I nie chcę, żeby było.

Rozpiął pasek. W tym samym czasie drugą dłonią zerwał z niej skórzaną kurtkę. Pod spodem — tylko czarny stanik. Pierś lekko wystawała. Sutki twarde jak paznokcie. Bez słowa wcisnął ją tyłem w maskę auta i wsunął dłoń w jej dżinsy. Głęboko. Aż jęknęła.

— Już jesteś cała mokra — wyszeptał z drwiną.

— A to dopiero początek.

Nie czekał. Nie pytał. Zdjął jej spodnie jednym ruchem. Szarpnął majtki. Poczuła, jak powietrze ociera się o jej wilgoć. Jego język był gorący. Zsunął się na kolana, trzymając jej uda szeroko rozstawione, językiem przeczesując jej srom, jakby znał go od lat. Wbiła palce w jego włosy, ciągnąc je brutalnie. Nie przestawał. Wchodził głęboko, potem szybko i płytko, potem znów na dno. Cała drżała.

— Chcę cię teraz — jęknęła, zdzierając z niego koszulkę.

Wstał. Spojrzał jej w oczy, rozpinając spodnie. Nie miała pojęcia, czego się spodziewać. Ale nie tego.

Był ogromny. Gruby. Pulsujący.

Wzięła go do ręki i popatrzyła w górę, jakby chciała powiedzieć „naprawdę?”. On się uśmiechnął i odwrócił ją przodem do maski auta. Ugięła kolana. Poczuła jego główkę między wargami. Nie wchodził od razu. Przesuwał się powoli, celowo. Po sekundzie pchnął.

Ból.

Jak rozrywanie od środka. Zacisnęła zęby, ale nie pisnęła. On trwał w niej. Powoli. Centymetr po centymetrze. Potem wysunął się i znów pchnął — mocniej. Poczuła, jak pęka. Ale razem z bólem przyszła fala ciepła. Przeszywająca. Głęboka.

— To wszystko — szepnął jej do ucha. — Teraz jesteś moja.

Trzymał ją za biodra i rżnął powoli, ale mocno. Metal maski uginał się pod jej dłonią. Jej ciałem wstrząsały dreszcze. Ruchy stawały się szybsze. Ostrzejsze. Jego jądra uderzały o jej uda. Słyszała tylko jego oddech i swoje jęki.

Odwrócił ją. Usiadł na masce i przyciągnął ją do siebie. Usiadła na nim, czując, jak wślizguje się w nią jeszcze głębiej. Jej palce zacisnęły się na jego karku. Poruszała się w górę i w dół, tak jakby robiła to całe życie. On ssał jej sutki, wbijając zęby, zostawiając ślady.

— Nie przestawaj — wysapała.

— Wiem, że już ci blisko — odpowiedział, chwytając ją za pośladki i ruszając się w niej od dołu.

Czuła, jak nadchodzi. Fala. Lawina. Eksplozja. Krzyk wyrwał się z jej gardła. Drżała na nim jak liść, mokra, rozdygotana, spełniona. A on jeszcze nie skończył.

Odwrócił ją znowu. Tym razem na kolanach. Pochyliła się, a on wszedł w nią brutalnie. Dźwięk skóry o skórę. Pot, jęki, przekleństwa. Jeszcze kilka pchnięć.

I wystrzelił.

Głęboko. Mocno. Cały w niej. Zamarł na sekundę. Potem pocałował jej kark i wyszeptał:

— Witaj po drugiej stronie.

Rano nie powiedzieli ani słowa. Ale kiedy wyszła z garażu, szła wyprostowana. Z ognistą świadomością, że już nie była tą samą dziewczyną. Że Marek zabrał jej dziewictwo… i zostawił w zamian coś o wiele mocniejszego.

Głód…

Utworzono: 30.03.2025 

Wszystkie prawa do tekstu zastrzeżone. Kopiowanie i powielanie tylko za naszą pisemną zgodą